O politycznych intrygach i odpowiedzialności za czyny przodków – Pierworodna


Kiedy skończyłam czytać Potomków, od razu zaczęłam szukać informacji o kolejnym tomie. Choć nie była to wybitna powieść, zaciekawiła mnie ta historia, a zwroty akcji, szczególnie pod koniec, nie pozwoliły na rozstanie się z tą serią. Z niecierpliwością wyczekiwałam kolejnej części, by dowiedzieć się co dalej. I w końcu jest. Pierworodna!
Dopisujemy historie wszystkim wokół z potrzeby poczucia, że kogoś lub coś rozumiemy.
[jeśli nie czytaliście pierwszej części, opuśćcie poniższy akapit; recenzja 1. tomu]

Audra już wie, dlaczego zdecydowała się usunąć własną pamięć. Jej życiu groziło niebezpieczeństwo, ale to nie jego ochrona stała się dla niej najważniejsza. To pragnienie zapewnienia bezpieczeństwa bliskiej osobie popchnęło ją do tego czynu. U boku Luki, byłego Łowcy – wroga, a obecnego ukochanego, stara się stworzyć odpowiednie warunki dla szczęśliwego, bezpiecznego życia. Razem próbują doprowadzić Potomków do wolności. Czy im się to uda? Kim jest Historyczka, która ciągle próbuje pokrzyżować ich plany?

Pewnie wydaje Wam się, że to kolejna młodzieżówka z walką o dobro świata w tle i wątkiem miłosnym na pierwszym planie. Zaczynając ten tom, też obawiałam się, że motyw ten przysłoni wszystko, co czyni tę serię oryginalną. Tosca Lee główną oś fabularną skupia jednak wokół politycznych zagrywek. Tworzy świat złożony i z każdą stroną odkrywa kolejną jego tajemnicę.

Pierworodna to przede wszystkim wartka akcja. Wplątani w sieć intryg bohaterowie z determinacją dążą do celu, rozwiązując kolejne zagadki. Nie ma tu miejsca na przewidywalność. Fabuła mknie przed siebie niczym rozpędzony rollercoaster, robiąc jedynie krótkie przystanki na zwroty akcji. Wszystko to zostaje wzmocnione dynamicznym stylem autorki, sprawiającym wrażenie opowiadanej w pośpiechu historii.

Krótkie i zwięzłe zdania nie są na szczęście niedbałe i chaotyczne. Tosca Lee zarówno fabularnie, jak i językowo dopracowała Pierworodną, wykorzystując potencjał Potomków. Każdy wątek, każdy fragment, każde słowo idealnie do siebie pasują. Mamy tu przedkładanie dobra innych ponad swoje, prześladowania, odpowiedzialność za czyny swoich przodków i nadnaturalne umiejętności, pozwalające na kontrolę nad ludzkimi umysłami. Mamy przyjaźń ponad wszystko i miłość potrafiącą pokonać każdą przeszkodę. Motywy przeplatają się ze sobą, tworząc oryginalną historię.

Pierworodna to wciągająca, pełna zwrotów akcji opowieść zainspirowana historycznymi wątkami. To seria o ponad 400-letnim konflikcie na tle urzekających, tajemniczych zakątków Europy. Odważcie się wkroczyć do podziemnego świata Łowców i Potomków. Z tą książką nie będziecie się nudzić! Jeśli więc jeszcze jej nie czytaliście lub nie jesteście jeszcze pewni, czy to seria dla Was, zapraszam do przeczytania recenzji 1. tomu :) 
Tytuł: Pierworodna
Tytuł oryginału: Firstborn
Tom: 2
Autor: Tosca Lee
Wydawnictwo: IUVI

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu IUVI

O strachu przed ponowną stratą – Nic do stracenia. Początek


Zaczęło się tragicznie. I nie tylko dlatego, że od drastycznych zdarzeń, które definiują zachowanie bohaterki w dalszej części powieści. Tragicznie również ze względu na zbyt dramatyczne, patetyczne opisy i rozmowy. Ze względu na falę epitetów zalewających czytelnika i niemal topiących, spychających na dno przekaz tekstu. Ze względu na to, że już po pierwszym rozdziale przerwałam lekturę, bojąc się, że dalej będzie tak samo.
Wszystko, co jest warte posiadania, warte jest też, żeby o to walczyć.
Kiedy Annabelle odzyskuje wolność po aresztowaniu porywacza, wszystko się zmienia. Po wydarzeniach, które odcisnęły na niej piętno, nie potrafi wrócić do dawnego życia Zamyka się w sobie, boi się dotyku innych i tego, że mogłoby znów zacząć jej na kimś zależeć. Gdy jej ojciec zaczyna kandydować na prezydenta, Anna potrzebuje ochroniarza, który ją do siebie przekona. Do rezydencji senatora przybywa więc jeden z najlepszych agentów SWAT– Ashton Taylor. Ma udawać chłopaka Anny. Czy uda mu się nawiązać z dziewczyną nić porozumienia? Czy odejdzie tak, jak pozostali?

Po 1. rozdziale (który sprawia wrażenie pisanego przez inną osobę) jest naprawdę dobrze. Książka staje się wciągająca i urocza. Czyta się ją z uśmiechem na twarzy, przyjemnie spędzając czas. Styl pisania jest prosty, a mnogość dialogów to ogromny plus. Kirsty Moseley oddaje narrację raz Annie, raz Ashtonowi, dzięki czemu otrzymujemy pełen obraz sytuacji, w której oboje się znaleźli. Poznajemy przyczyny ich zachowań oraz pragnienia i słabości, którym nie chcą się poddać. Tych bohaterów można polubić!

Nic do stracenia posiada jednak sporo minusów. Brakuje przede wszystkim zwrotów akcji. Przez całą książkę wydarzyło się naprawdę niewiele. Myślałam, że przewidziałam, co się stanie pod koniec, ale nie. Nie stało się NIC. Równie dobrze powieść mogłaby skończyć się w dowolnym momencie po 200. stronie. Domyślam się jednak (i mam nadzieję), że ten wyczekiwany przeze mnie zwrot akcji nastąpi w drugiej części. Po co rozwlekać fabułę? Powieści jednotomowe nie są przecież złe.

Od strony psychologicznej historia wypada nieco słabo. Więź pomiędzy głównymi pojawia się za szybko. To samo dzieje się z pewnością siebie Anny – pojawia się z dnia na dzień, choć przez 3 lata nie potrafiła zrobić w tym kierunku nawet jednego malutkiego kroku. Ponadto rodzice dziewczyny zachowują się głupio i niestosownie wobec do tego, przez co przeszła ich córka. Nie potrafią zrozumieć, co czuje. Problem radzenia sobie z tragedią, jego akceptacja sprawia wrażenie niedopracowanego i nieprzemyślanego przez autorkę. Ukazuje cierpienie głównej bohaterki, a po chwili po bólu nie ma już śladu.

Ostatnio na polskim rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej powieści z gatunku New Adult. Do nich zalicza się również Nic do stracenia. To wciągająca historia o próbie radzenia sobie ze stratą bliskiej osoby i otwierania się na innych. O pragnieniu i wyczekiwaniu na odpowiedni moment. To książka, od której, mimo kilku wad, nie można się oderwać! Ta powieść ma potencjał! Oby tylko autorka wykorzystała go w kolejnym tomie.

Tytuł: Nic do stracenia
Tytuł oryginału: Nothing left to lose
Tom: 1
Autor: Kirsty Moseley
Wydawnictwo: HarperCollins

Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu HarperCollins

O grze, która skłania do podjęcia ryzyka – Caraval


Urzekająca okładka tej książki sprawiła, że od razu chciałam zanurzyć się w świecie, który skrywała. Również informacje podane z tyłu zaintrygowały mnie w dużym stopniu. Nie miałam więc wyjścia – po tę powieść musiałam sięgnąć! Czy to co znalazłam w środku sprostało moim oczekiwaniom? Czy debiut Stephanie Garber zapewni kolejnym częściom Caravala miejsce na półce bestsellerów?
To, co słyszałaś o Caravalu, nie wytrzyma porównania z rzeczywistością. To coś więcej niż tylko gra czy przedstawienie teatralne. Na tym świecie nie znajdziesz niczego równie magicznego.
Scarlett i Donatella od dziecka marzą o wydostaniu się z szarej wyspy, którą rządzi ich okrutny ojciec. Chcą prawdziwie żyć, a marzenia podsycają iskierki magii rozpylone przez ich babcię. To właśnie ona opowiedziała dziewczynom o Caravalu – grze, w której nagrodą jest spełnienie jednego życzenia. Kiedy więc po latach starań otrzymują zaproszenia od Mistrza Legendy, udają się na Isla de los Suenos, by wziąć udział w rozgrywkach. Czy uda im się tam dotrzeć i zwyciężyć w tajemniczej, nie zawsze sprawiedliwej grze?

Tym, co w Caravalu podobało mi się najbardziej był jego klimat. Stephanie Garber mgiełką tajemnicy otacza każdy jego fragment. Są tu piękne suknie kojarzące się z klimatem epoki wiktoriańskiej. Są cyrkowcy, którzy nadają fabule trochę dziwności i niezwykłości. Opisami niemal każdej rzeczy, osoby i wydarzenia autorka kreuje baśniowy, nieco osobliwy nastrój. Magia wylewa się z każdej strony, a wszystko idealnie do siebie pasuje.

Plastyczny język i sugestywne opisy to nie jedyne elementy, które podkreślają baśniowość powieści. Pojawia się tu również wiele symboli. Główna bohaterka wszędzie zauważa róże. Czerwone kwiaty nie są jednak symbolem miłości. Stanowią przede wszystkim przypomnienie o uciekającym czasie, o kruchości życia i każdej chwili. Częściowo kojarzą się również z pięknem Caravalu i ostrością jego kolców. Gra nie zawsze idzie tak, jak bohaterowie by tego chcieli.
Istotny jest także motyw nocy. To tylko wtedy gracze mogą poruszać się po Wyspie Marzeń, rozwiązywać zagadki i szukać drogi do zwycięstwa. Noc nie jest tu więc symbolem spokoju. Skrywa niebezpieczeństwa.

Mimo wszystko świat wykreowany na kartach Caravalu jest niepełny, niedopracowany. Ma potencjał, a jego magia urzeka i sprawia, że od powieści ciężko się oderwać, ale nie został on w pełni wykorzystany. Brakowało mi szczegółów, które zagęściłyby tajemniczość miejsc, mrocznych historii z przeszłości, które podkreśliłyby ryzyko, jakiego podejmują się gracze.

Wątek miłosny miał ciekawe momenty, ale w większości opierał się na powierzchownej fascynacji. A miałam nadzieję na motyw zakazanej miłości – prawdziwej i głębokiej, kontrastującej z przymusem wejścia w związek aranżowany przez rodzica! Niedopracowane są niestety także postaci. Bohaterowie wydali mi się nieco sztuczni, a ich zachowania wymuszone. W największym stopniu tyczy się to głównej bohaterki, Scarlett. Czekałam na jej przemianę pod wpływem wzięcia udziału w grze, która skłania do przesunięcia własnych granic, do wyjścia ze swojej strefy komfortu. Bohaterka jednak często chowa się w swojej skorupie, paraliżowana strachem.

Be careful what you wish for. Uważaj, czego sobie życzysz. Motto to przewija się przez całą fabułę. Bohaterowie podejmują się gry, by spełnić swoje marzenia. Caraval przypomina jednak, że wszystko, co piękne ma też kolce. Magię i tajemniczość uwypukla styl Stephanie Garber, miejscami nabierający poetyckości. Przedstawiony świat staje się niemal namacalny. Właśnie dlatego mimo niedoskonałości polecam Wam tę książkę – baśniowość fabuły i liczne symbole wiele wynagradzają. Kto wie, może w kolejnym tomie będzie jeszcze lepiej!

Tytuł: Caraval
Tytuł oryginału: Caraval
Autor: Stephanie Garber
Wydawnictwo: Znak Literanova/OMG Books

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu

O wyznaniach przenoszonych na płótno – Confess


Nie byłam zachwycona dotychczas wydanymi powieściami Colleen Hoover. W Maybe Someday odnalazłam wiele niedociągnięć, a Ugly Love odpuściłam po paru stronach. Chciałam jednak dać autorce jeszcze jedną szansę. Z niezbyt wygórowanymi oczekiwaniami, ale jednocześnie ogromną ciekawością (zainteresowana wspomnieniem o sztuce i malarzu w zapowiedzi książki) sięgnęłam po Confess   i... przepadłam.


Zawsze będę cię kochał, nawet kiedy nie będę już mógł.  

Auburn potrzebuje pieniędzy. Kiedy tylko zauważa ogłoszenie na drzwiach mijanego budynku, te otwierają się, a po chwili pojawia się w nich młody malarz, Owen Gentry. Oferuje jej dobrze płatną, dorywczą pracę. Z każdym wymienianym słowem zaczynają odczuwać powstającą między nimi więź. I choć Auburn nie chce się zakochać, miłości nie da się powstrzymać przed wtargnięciem do czyjegoś życia. Skrywane sekrety mogą jednak nie pozwolić im na bycie razem

Colleen Hoover stworzyła postaci, które zaintrygowały mnie już w pierwszych rozdziałach powieści. Wykreowanie na niecałych 300 stronach takich bohaterów – ze złożonymi osobowościami, nietypowymi zainteresowaniami oraz sekretami, które po wyjściu na jaw mogą zranić wielu – zasługuje na ogromne wyróżnienie. Auburn to 21-letnia dziewczyna ze sporym bagażem doświadczeń. Cicha i nie potrafiąca postawić na swoim przechodzi wewnętrzną metamorfozę. Owen buduje w niej poczucie własnej wartości, wspiera każdy jej ruch. Jest przystojny, inteligentny i  wyrozumiały. Czyżby trafił nam się tu ideał? Można odnieść takie wrażenie, ale młody malarz, pomimo tych wspaniałych cech, ma też swoje słabości.

Autorka w niezwykły sposób gra na emocjach czytelnika. Bohaterowie wyjawiają kolejne sekrety, wprowadzając w plątaninę niełatwych sytuacji i niewypowiedzianych myśli. Przekazywanie narracji na zmianę Auburn i Owenowi tworzy obraz niełatwej sytuacji, w której bohaterowie muszą wskazać własne priorytety. Mimo tworzącej się pomiędzy nimi głębokiej więzi wiedzą, że miłość nie zawsze wystarcza, by móc być razem. Nie pozwala też jednak zapomnieć. Ogarnięci uczuciami starają się odnaleźć sposób na uporządkowanie własnego życia.

Sekrety w Confess pełnią istotną rolę. Owen umożliwia ludziom spisywanie własnych wyznań i wrzucanie ich, oczywiście anonimowo, przez otwór. Zbiera zapisane tajemnicami karteczki i przenosi słowa na płótno. Obrazuje wyznania. Nie przedstawia jednak scen, a emocje – to, co w sztuce najważniejsze.

Na uwagę zasługuje również wydanie książki. Bardzo podoba mi się, kiedy książka nie składa się jedynie z tekstu, ale dopełnia ją coś jeszcze. Było tak w przypadku Osobliwego domu, w którym klimat tworzą stare fotografie, a także u Rupi Kaur, która wydźwięk wierszy wzmacnia rysunkami. W Confess pojawiają się obrazy przedstawiane jako dzieła Owena. Taki zabieg potęguje emocje towarzyszące czytaniu. Możemy sami przekonać się, jak wyglądał obraz i dopasować go do wyznania. Główni bohaterowie odczuwają związek ze sztuką, zatracając się w oglądanych kompozycjach. Sama też na dłużej zatrzymywałam na nich wzrok.

Confess to niedługa, ale złożona opowieść prowadząca do zaskakującego końca, po którym zapragniecie przeczytać kolejny rozdział. To historia o więziach – ze sztuką jako pasją, z własną przeszłością oraz z drugą osobą. To także wspaniała, niezwykle emocjonalna opowieść o miłości pełnej poświęceń, pozbawionej beztroski, zsuniętej na dalszy plan przez zobowiązania i tajemnice. Jesteście gotowi na poznanie wyznań bohaterów?

 Tytuł: Confess
Tytuł oryginału: Confess
Autor: Colleen Hoover
Ilość stron: 296
Wydawnictwo: Otwarte

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Otwartemu

PS. Zastanawia mnie jedna rzecz w zakończeniu, więc jeśli ktoś już przeczytał – śmiało może do mnie napisać :)

O drzwiach, które otwierają się po raz ostatni – Silver. Trzecia księga snów


Liv i Henry nadal nie do końca zapomnieli o problemach w swoim związku. Własne ... muszą zepchnąć jednak na dalszy plan. Zarówno w korytarzach, jak i w rzeczywistym świecie czyhają na nich niebezpieczeństwa. Kto chce zranić ich i ich najbliższych? Czy demon powrócił, czy jest jedynie wytworem wyobraźni obłąkanej Anabel?

O wiele więcej niż opowieść o miłości – O wiele więcej


Mówi się, że miłość jest ślepa. Nakłada na oczy różowe okulary i nie pozwala patrzeć na świat w rzeczywistych barwach. Odbiera zdolność logicznego myślenia. Takim uczuciem Seamus obdarzył Mirandę. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Gotów był zrobić dla niej wszystko. A ona? Krok po kroku, latami, na fundamentach jego miłości budowała swój wizerunek. Wznosiła piękną, dopracowaną w każdym szczególe fasadę, mając tylko jeden cel – wspiąć się na najwyższy szczebel kariery. Czy związek dwóch tak różnych osób, posiadających zupełnie odmienne priorytety może zakończyć się szczęśliwie?

TOP 5 pozycji z współczesnej literatury polskiej



Już wiele razy pisałam, że rzadko sięgam po książki polskich autorów. Rzadko nie oznacza jednak nigdy, a kilka z nich bardzo mi się spodobało lub dotknęło w taki sposób, że mimo upływu kilku lat, nadal nie mogę o nich zapomnieć. Poniżej przedstawiam listę pięciu pozycji z współczesnej literatury polskiej, a więc wydanych po roku '89. Na liście znalazłoby się też kilka reportaży/opowieści o innych krajach, ale to może innym razem :)