O wyznaniach przenoszonych na płótno – Confess


Nie byłam zachwycona dotychczas wydanymi powieściami Colleen Hoover. W Maybe Someday odnalazłam wiele niedociągnięć, a Ugly Love odpuściłam po paru stronach. Chciałam jednak dać autorce jeszcze jedną szansę. Z niezbyt wygórowanymi oczekiwaniami, ale jednocześnie ogromną ciekawością (zainteresowana wspomnieniem o sztuce i malarzu w zapowiedzi książki) sięgnęłam po Confess   i... przepadłam.


Zawsze będę cię kochał, nawet kiedy nie będę już mógł.  

Auburn potrzebuje pieniędzy. Kiedy tylko zauważa ogłoszenie na drzwiach mijanego budynku, te otwierają się, a po chwili pojawia się w nich młody malarz, Owen Gentry. Oferuje jej dobrze płatną, dorywczą pracę. Z każdym wymienianym słowem zaczynają odczuwać powstającą między nimi więź. I choć Auburn nie chce się zakochać, miłości nie da się powstrzymać przed wtargnięciem do czyjegoś życia. Skrywane sekrety mogą jednak nie pozwolić im na bycie razem

Colleen Hoover stworzyła postaci, które zaintrygowały mnie już w pierwszych rozdziałach powieści. Wykreowanie na niecałych 300 stronach takich bohaterów – ze złożonymi osobowościami, nietypowymi zainteresowaniami oraz sekretami, które po wyjściu na jaw mogą zranić wielu – zasługuje na ogromne wyróżnienie. Auburn to 21-letnia dziewczyna ze sporym bagażem doświadczeń. Cicha i nie potrafiąca postawić na swoim przechodzi wewnętrzną metamorfozę. Owen buduje w niej poczucie własnej wartości, wspiera każdy jej ruch. Jest przystojny, inteligentny i  wyrozumiały. Czyżby trafił nam się tu ideał? Można odnieść takie wrażenie, ale młody malarz, pomimo tych wspaniałych cech, ma też swoje słabości.

Autorka w niezwykły sposób gra na emocjach czytelnika. Bohaterowie wyjawiają kolejne sekrety, wprowadzając w plątaninę niełatwych sytuacji i niewypowiedzianych myśli. Przekazywanie narracji na zmianę Auburn i Owenowi tworzy obraz niełatwej sytuacji, w której bohaterowie muszą wskazać własne priorytety. Mimo tworzącej się pomiędzy nimi głębokiej więzi wiedzą, że miłość nie zawsze wystarcza, by móc być razem. Nie pozwala też jednak zapomnieć. Ogarnięci uczuciami starają się odnaleźć sposób na uporządkowanie własnego życia.

Sekrety w Confess pełnią istotną rolę. Owen umożliwia ludziom spisywanie własnych wyznań i wrzucanie ich, oczywiście anonimowo, przez otwór. Zbiera zapisane tajemnicami karteczki i przenosi słowa na płótno. Obrazuje wyznania. Nie przedstawia jednak scen, a emocje – to, co w sztuce najważniejsze.

Na uwagę zasługuje również wydanie książki. Bardzo podoba mi się, kiedy książka nie składa się jedynie z tekstu, ale dopełnia ją coś jeszcze. Było tak w przypadku Osobliwego domu, w którym klimat tworzą stare fotografie, a także u Rupi Kaur, która wydźwięk wierszy wzmacnia rysunkami. W Confess pojawiają się obrazy przedstawiane jako dzieła Owena. Taki zabieg potęguje emocje towarzyszące czytaniu. Możemy sami przekonać się, jak wyglądał obraz i dopasować go do wyznania. Główni bohaterowie odczuwają związek ze sztuką, zatracając się w oglądanych kompozycjach. Sama też na dłużej zatrzymywałam na nich wzrok.

Confess to niedługa, ale złożona opowieść prowadząca do zaskakującego końca, po którym zapragniecie przeczytać kolejny rozdział. To historia o więziach – ze sztuką jako pasją, z własną przeszłością oraz z drugą osobą. To także wspaniała, niezwykle emocjonalna opowieść o miłości pełnej poświęceń, pozbawionej beztroski, zsuniętej na dalszy plan przez zobowiązania i tajemnice. Jesteście gotowi na poznanie wyznań bohaterów?

 Tytuł: Confess
Tytuł oryginału: Confess
Autor: Colleen Hoover
Ilość stron: 296
Wydawnictwo: Otwarte

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Otwartemu

PS. Zastanawia mnie jedna rzecz w zakończeniu, więc jeśli ktoś już przeczytał – śmiało może do mnie napisać :)

15 / dodaj komentarz:

  1. Uwielbiam Colleen i sięgam po jej powieści w ciemno. Maybe someday to dla mnie absolutne numer 1. Rozczarowała mnie jedynie swoim debiutem (Pułapka uczuć to wyjątkowo nieporadna historyjka).
    Kupiłam Confess wczoraj i mam za sobą dopiero pierwszy rozdział, ale już wiem, że zachwyci mnie tak jak innymi opowieściami. Tym bardziej, jeśli Tobie się spodobało mimo tego, że poprzednie jej książki Ci nie odpowiadały. Cieszę się, że jednak Colleen udało się Cię zachwycić. Chociaż tą jedną pozycją. :D

    Ściskam mocno,
    Koneko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maybe Someday było całkiem ciekawe, ale bardzo zniechęcili mnie bohaterowie i niedociągnięcia (może się nie znam, ale wydaje mi się, że osoba, która nie słyszy od urodzenia nie nauczy się wypowiadać słów).
      Confess przekonało mnie jednak do sięgnięcia po kolejne powieści! Mam już na oku November 9. Polecasz? :)

      Usuń
    2. Z tego co słyszałam od osób studiujących o tym, to jest możliwe. Mieli zarzuty raczej do innego momentu, ale już nie pamiętam do którego.
      Jeśli chodzi o Nov9 to mnie osobiście się podobało. To zależy czego się od książki oczekuje. W Nov9 bohaterowie spotykają się tylko przez jeden dzień w roku i dla niektórych ich "związek" jest zbyt nierealny. Myślę jednak, że będzie to znacznie lepszy wybór niż choćby Never never, które przez Fisher (potwierdzone info, w Margo było to samo) ma urwanych kilka wątków.
      Spróbuj, przekonasz się sama, czy dołączysz do grupy zadowolonych z lektury, czy nie. ;)

      Usuń
  2. Ta książka była piękna. Już nie mogę się doczekać kiedy znajdę chwilę aby przeczytać ją ponownie.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też chętnie jeszcze do niej wrócę :)

      Usuń
  3. Książki tej autorki zdecydowanie nie są dla mnie, zupełnie nie moja tematyka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, kiedyś też nie przepadałam za NA, teraz jednak lubię czasem sięgnąć po pozycje z tego gatunku :)

      Usuń
  4. Bardzo lubię książki tej autorki i z pewnością przeczytam "Confess" :D Podoba mi się ten pomysł z obrazami tego bohatera. :)
    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też jakoś nie specjalnie sięgam po książki tej autorki, ale tej byłam ciekawa i bardzo mi się podobała historia. ♥ Fajnie, że również się nie zawiodłaś. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Generalnie nie pałam ogromną miłością do twórczości Hoover. Tworzy całkiem niezłe historie, ale nie zapadają one w mojej pamięci na dłużej, zatem nie wiem, czy sięgnę po "Confess".

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam książki, w których bohaterowie parają się jakąś formą sztuki - chyba dlatego tak bardzo zachwycam się książkami Hoover, bo u niej zawsze występują te elementy. Sama uwielbiam malować, dlatego nie mogę się doczekać kiedy przeczytam "Confess" :D
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Przyznam szczerze, że jakoś nie darzę stylu Hoover wielką sympatią. "Ugly love" w ogóle mi się nie podobało, a "Hopeless" czytałam już bardzo dawno, więc nawet jeśli wtedy była to dla mnie książka fajna, to teraz pewnie też nie znalazłaby się na liście moich faworytów. Myślę jednak, że dam tej autorce jeszcze jedną szansę, aby była w stanie przekonać mnie do siebie właśnie w "Confess".
    Pozdrawiam xx
    http://slowoposlowie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie lubię romansów ogólnie, jako gatunku, i dlatego zawsze u Hoover będę czepiała się prędkości, z jaką bohaterowie się zakochują - i to oczywiście tą jedyną, najlepszą, najwłaściwszą miłość. Niemniej nie mogę odmówić jej kreatywności, tego charakterystycznego rysu który zawsze zostawia w swoich książkach - np. jak teksty piosenek i muzyka w "Maybe Someday" czy, jak wspomniałaś, obrazy tutaj. To w sumie pierwsza recka Confess którą czytam i przyznam, że mnie zaciekawiłaś :)

    www.bookish-galaxy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Such, a beautiful post,

    I follow you, your blog was shared on A Showcase
    Zapraszam do nas. Będzie nam bardzo miło, jeżeli zostawisz po sobie ślad w postaci obserwacji / subskrybcji oraz komentarza.
    Chic Poradnik

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam "Confess" ♡ Bardzo mi się podobała ta historia, motyw sztuki i wyznań :) Aż mam ochotę przeczytać jeszcze raz :)

    Buźka, Goszaczyta :)

    OdpowiedzUsuń