TOP 5 niewydanych w Polsce książek, które chcę przeczytać


Jestem uzależniona od bookstagrama, to chyba już wiecie. Spędzam naprawdę dużo czasu przeglądając zdjęcia innych, a odwiedzając zagraniczne konta, spisuję książki, które w Polsce nie zostały jeszcze wydane, a które bardzo chciałabym przeczytać. Ostatnio (dzięki ACOWAR) postanowiłam, że przestanę się ograniczać i zacznę czytać powieści po angielsku. Przynajmniej jedną w miesiącu. I chyba fajnie byłoby zacząć właśnie od tych, które znalazłam na zagranicznym bookstagramie. Poniżej pokażę Wam pozycje zajmujące górne miejsca na mojej (długiej) liście.

O osobliwcach i wykradaniu dusz – Biblioteka dusz


Przygodę z osobliwymi dziećmi rozpoczęłam już ponad rok temu. Osobliwy dom pani Peregrine całkiem mi się podobał, choć rozczarował mnie nieco sposób poprowadzenia fabuły w drugiej połowie. Chętnie sięgnęłam jednak po Miasto cieni, które niesamowicie mnie wciągnęło. Już myślałam, że autor z każdym tomem zaprezentuje coś lepszego. Potem sięgnęłam jednak za Bibliotekę dusz i trochę się zawiodłam. Dlaczego?

Czytelnicze podsumowanie sierpnia


Czy Wam też kolejne miesiące mijają tak szybko? Dopiero co zaczęły się wakacje, a tu już początek września i tylko 3 tygodnie do rozpoczęcia roku akademickiego. Chciałabym choć na trochę zatrzymać czas i zrobić te wszystkie rzeczy, które zaplanowałam sobie na wakacje, a na które czasu mi nie starcza. Albo chociaż trochę odpocząć, bo zaplanowałam za dużo i całe wakacje mijają mi na pogoni za odhaczaniem kolejnych punktów z listy. Ale mniejsza! Przychodzę dziś do Was z czytelniczym podsumowaniem sierpnia i w tym miesiącu znalazło się miejsce dla kilku naprawdę fajnych książek!

A Court of Wings and Ruin


Dwór cierni i róż przeczytałam ze względu na ładną okładkę (shame) i ciekawy opis książki (ale głównie ze względu na okładkę). Książka nie trafiła co prawda na listę moich ulubionych, ale całkiem mi się podobała, więc kiedy tylko na polskim rynku pojawił się Dwór mgieł i furii, pobiegłam do księgarni. I drugim tomem (który na szczęście ominęła słynna klątwa drugiego tomu) się zachwyciłam. Do tego stopnia, że przez prawie 3 tygodnie nie byłam w stanie sięgnąć po inną książkę ani opuścić myślami Dworu Nocy. Postanowiłam więc, że kiedy Sarah J. Maas napisze część trzecią, nie będę czekać do polskiej premiery.

I tak też zrobiłam. Zamówiłam w pre-orderze kilka tygodni przed premierą. A później czekałam kilka tygodni po premierze i czułam się zdradzona przez Amazona, bo myślałam, że będę tę książkę mieć podczas długiego weekendu. Zarezerwowałam sobie dla A Court of Wings and Ruin cały tydzień i czekałam, czekałam,... a powieść przyszła pod koniec maja, kiedy na listę priorytetów trafiły zaliczenia i sesja. A później stos egzemplarzy recenzenckich. Ale przyszła! W pięknej, twardej oprawie. Z cudowną okładką i zapowiedzią jeszcze cudowniejszego środka.

Ale do rzeczy. Jeśli nie czytaliście ACOTAR i ACOMAF, przejdźcie do kolejnego akapitu.
Jak zaczyna się ACOWAR? Król Hybernii rośnie w siłę. Feyra wraca do Dworu Wiosny, by udając miłość do Tamlina i strach przed Rhysandem, dowiedzieć się więcej o sojuszu pierwszego z Hybernią i skłonić jak największą część jego dworu do przeciwstawienia się swojemu High Lordowi. Dziewczyna nie przestaje martwić się o swoje siostry, zamienione w fae przez króla Hybernii i Kocioł, oraz o przyjaciół z Dworu Nocy i swojego prawdziwego ukochanego. Marzy o powrocie do domu, jednak to dobro Dworu, którego jest Księżną, stawia na pierwszym miejscu. Nie wróci, dopóki nie uda jej się zdziałać wystarczająco dużo. Czy nakłoni Tamlina do zerwania sojuszu z Hybernią? Czy szybko wróci do przyjaciół i wraz z nimi powstrzyma zbliżającą się wojnę?
But this is war. We don't have the luxury of good ideas - only picking between the bad ones.
W poprzedniej części Sarah J. Maas skupiła się przede wszystkim na relacji Feyry z nowymi przyjaciółmi, jej odnajdywaniu się w nowym środowisku, wśród nowych ludzi i poznawaniu smaku prawdziwej miłości. Autorka malowała przed nami zachwycający krajobraz Dworu Nocy, przywiązując do wykreowanego świata, hipnotyzując wspaniałością Velaris. W A Court of Wings and Ruin wątki te schodzą na dalszy plan, ustępując miejsca politycznym rozgrywkom i przygotowaniom do wojny na miarę tej sprzed lat. Magię ACOMAF i sceny, które z pewnością nieraz wywołały uśmiechy na Waszych twarzach zastępuje strach, planowanie i brutalność. Poznajemy bohaterów od innej strony. Widzimy ich pełniejsze portrety psychologiczne, słabości i lęki.
Only you can decide what breaks you, Cursebreaker. Only you.
Nie oznacza to jednak, że tych "ładniejszych" scen nie ma w ogóle. Są, ale w mniejszym stopniu. Stanowią chwilę wytchnienia od rozgrywających się zdarzeń. Chwilę wytchnienia nie tylko dla nas – czytelników, ale także dla bohaterów.
Pojawiają się nowe pary, rozwijają miłosne wątki rozpoczęte w Dworze mgieł i furii. Niektórym nie kibicowałam, a raczej wręcz przeciwnie. Innym shipowałam całym sercem (Feysand, Nessian). Nie rozumiem, czemu jakieś 90% postaci miało partnera, ale nie przeszkadzało mi to.

Sarah J. Maas w fabułę ACOWAR wplata też wątek feministyczny. Jest sister power. Jest girl power i silne bohaterki, które nie czekają, aż mężczyźni uratują je z opresji. Chwytają ilyriańskie miecze i ruszają do walki. Podejmują się wyzwań testujących ich psychiczną siłę. Nie lekceważą jednak pomocy płci przeciwnej, wszyscy działają razem, w jednej wspólnej sprawie. Ogromnym plusem jest również to, w jaki sposób Sarah J. Maas ukazuje niektóre związki. Opiera je przede wszystkim na wzajemnej równości.
(...) tell me the next time.
Would you have let me go if I had?
I do not
let you do anyhing. He tilted my face up, Mor and Azriel looking away. You are your own person, you make your own choices. But we are mates–I am yours and you are mine, We do not let each other do things, as  if we dictate the movements of each other.
Maas porusza również wiele innych tematów. Ukazuje problem wiary w siebie oraz akceptacji tego, jakim się jest – nie tylko zalet, ale i wad. Udowadnia, że bycie dobrym się opłaca. Przedstawia wpływ osób i wydarzeń na wewnętrzną metamorfozę jednostki. Siłę miłości – nie tylko pomiędzy partnerami.  W jej powieści pojawia się też wątek LGBT, ale wydawał mi się wciśnięty jakby na siłę.

Choć to drugi tom serii pozostaje moim ulubionym, ACOWAR to również książka bardzo dobra. Wiele tu zwrotów akcji i pełnych napięcia scen. Autorka po raz kolejny gwarantuje czytelnikom emocjonalny rollercoaster, przez co od książki ciężko się oderwać. Można się tu i pośmiać, i wzruszyć, i przerazić. Sama w pewnym momencie bałam się przewrócić kartkę i zobaczyć, co Maas "zrobiła" bohaterom. Odbiegałam od książki i zaraz do niej wracałam. Serio! Nie da się jej odłożyć na bok. Woła i każe wrócić :o

Sięgając po tę powieść w oryginale, bałam się, że niewiele zrozumiem i nie dotrę do końca. Czytałam wcześniej książki po angielsku, ale już parę lat temu, a słyszałam, że Maas pisze dość ciężkim językiem. Nie było jednak źle. Wszystko da się zrozumieć. Po słownik sięgnęłam chyba tylko dwa razy. Jest trudniej niż w Harrym Potterze, ale nie tak, żeby się przy książce namęczyć. Szukałam też wyrażeń, które w poprzednich częściach pojawiały się często i przypisywano je złemu tłumaczeniu. Szczególnie rzuciło mi się w oczy odliczanie czasu w uderzeniach serca. W ACOWAR też pojawiło się kilka razy. Tak czy siak, książka bardzo mi się podobała i już obiecałam sobie, że przeczytam też poprzednie części po angielsku. I wszystkie kolejne, które wyjdą. Wam też to polecam. 

Tytuł: A Court of Wings and Ruin
Autor: Sarah J. Maas
Tom: III
Stron: 699
Wydawnictwo: Bloomsbury Publishing

O miłości, zemście i niewykorzystanym potencjale – Bez uczuć


Już trochę ponad rok temu czytałam Bez słów. Książka nie trafiła na listę moich ulubionych, ale podobała mi się. Obiecałam sobie więc, że sięgnę jeszcze po którąś z powieści Mii Sheridan. Kiedy na początku sierpnie, nakładem Wydawnictwa Otwartego ukazało się Bez uczuć, stwierdziłam, że to najwyższa pora na poznanie kolejnej pozycji jej autorstwa. Z ogromnym entuzjazmem zabrałam się za czytanie. To jednak nie było to, czego się spodziewałam. I nie zaskoczyło mnie to w pozytywnym sensie.

O tym, co poza horyzontem – Wszechświat w twojej dłoni


Kiedy byłam mała, uwielbiałam książki o kosmosie. Nie jakieś sci-fi, bo za tym nigdy nie przepadałam. Książki pokazujące kosmos "z bliska" – na rysunkach czy zdjęciach. Patrzyłam później w niebo, szukając gwiezdnych konstelacji i próbując zapamiętać ich nazwy. Kiedy więc w zapowiedziach Wydawnictwa Otwartego pojawiła się zapowiedź książki Wszechświat w twojej dłoni, wiedziałam, że muszę to przeczytać!

O make, do i wakacjach w czasie pracy – English Matters




Przychodzę dziś do Was z recenzją kolejnego numeru English Matters – czasopisma ułatwiającego naukę języka angielskiego. A co w środku? Kolejna porcja ciekawych artykułów na różne tematy. Jesteście ciekawi, czy odnajdziecie w nim coś dla siebie?

O psychologicznym eksperymencie i szachowych rozgrywkach – Projekt Królowa


Zazwyczaj mam opory przed sięganiem po książki polskich autorów. Ostatnio jednak trafia mi się ich coraz więcej i... chyba się przekonuję. W maju pisałam o swoich ulubieńcach, później nie mogłam oderwać się od serii Kwiat paproci, a teraz przyszedł czas na Projekt Królowa Dominiki Rosik i ta powieść również pozytywnie mnie zaskoczyła!

O internetowej sławie i życiu w realu – Milion odsłon Tash (przedpremierowo)

Ta książka dostanie ode mnie bardzo dużo plusów. Sama się nie spodziewałam, że aż tyle! Kiedy zobaczyłam zapowiedź Wydawnictwa Moondrive, nie byłam do końca przekonana. Pomyślałam sobie, że to pewnie kolejna lekka historia powielająca schemat wielu młodzieżówek, które masowo zapełniają wydawniczy rynek. Potrzebowałam jednak czegoś lekkiego, idealnego na wakacje, aby odstresować się po zakończeniu roku akademickiego. Jeśli chodzi o przyjemną lekturę – trafiłam. Nie spodziewałam się jednak całej reszty.

O podróżach w czasie i powrotach do codzienności – Czerwień rubinu


Motyw podróży w czasie ostatnio podoba mi się coraz bardziej. Fajnie by było przeskoczyć sobie do epoki wiktoriańskiej i poznać Austen albo podejrzeć Prerafaelitów malujących akurat w plenerze. Albo przejść się alejkami ogrodów wersalskich wśród królewskich gości. Chęć poznania powieści o tej tematyce nie była jednak jedynym powodem, dla którego sięgnęłam po Czerwień Rubinu. Kilka miesięcy temu przeczytałam inną serię Kerstin Gier – Silver i byłam ciekawa, co tym razem wymyśliła autorka. Jak oceniam to spotkanie?